Archiwum dla Luty 2009

Wiem, że wiem za dużo?

Gospodarka oparta na wiedzy, zarządzanie oparte na wiedzy, Internet oparty na wiedzy, wiedza oparta na wiedzy. Bracie i siostro, czy nie masz już dość i za dużo tej wiedzy?

Z każdym razem, gdy nachodzi mnie potrzeba podzielenia się „czymś” ze światem, zastanawia mnie tylko jedno – Co takiego ciekawego mam napisać tym razem? Przecież kurwa, już chyba wszystko zostało napisane!? I ten sam dylemat powtarza się za każdym razem jak tylko chcę wstawić notkę na bloga.

Nie jestem aż tak twórczy, aby przekształcać w oryginalny sposób informacje powielane przez setki tysięcy blogerów na całym świecie. Poza tym jest to jeszcze bardziej utrudnione, gdy chcesz sam forsować serwisy i mega blogi, uzbrojone w zespoły badawcze i ich burze mózgów, jeziora pełne mamony gotowej do wydania na badania nad rozwojem nanoczegośtam. I nie chodzi mi o to by walczyć z wiatrakami, bo pisać można o dupie maryny i mieć z tego radochę, ale chodzi mi o fakt, iż chcąc napisać coś nowego, oryginalnego i tak nie mam szans , gdyż dobrze wiem, że ktoś zrobił to przede mną. Bo prawda jest taka, że sami nie wiemy ile wiemy.

Ciągle pytamy, więc ciągle odpowiadamy. Nowe odpowiedzi rodzą nowe pytania. Nowe pytania rodzą nowe dziedziny naukowe, te z kolei rodzą nowe specjalizacje, nowe specjalizacje zawężają gałęzie naukowe do kolejnych pytań i błędne koło się zamyka.

Marketing w czasach kryzysu – Tomasz Karwatka, Ideacto

„Touch” Marketing.

Nie chwaląc się, ostatnio wygrałem nowy telefon, Nokię 5800 XM. Wygrałem go w konkursie organizowanym przez My Nokia. Cała rzecz polegała na tym, aby ułożyć ciekawą kompozycję z dostępnych dźwięków, pod wybraną melodię. Do wyboru był podkład Pop, Dance, Hip-hop, Rock i Wolna. Bardzo się ucieszyłem na wieści o tej wygranej bo i tak zamierzałem „uzbroić” się w nowy telefon. Nie zależało mi oczywiście na takim telefonie, gdyż mój portfel świeci pustkami 😉 no ale skoro już jest, to niech i tak zostanie 😉

Wygrana wygraną, jednak czas skoncentrować się na temacie notatki.

Nie miałem jeszcze przyjemności obcowania z telefonem, który posiada wyświetlacz dotykowy, oczywiście poza stoiskami sklepowymi, ale ocena, której dokonałem na temat telefonów z dotykowymi panelami była błędna. Od dwóch tygodni moja nowa Nokia „uświadamia mnie”, że jeśli jest coś czego mogę „dotknąć”, a w razie konieczności obrócić wyświetlacz i dostosować wyświetlaną treść do potrzeb wyświetlanego, mogę to sprzedać nie wkładając w to nawet zbyt wielkiego wysiłku. Dlaczego?

Bo najzwyczajniej w świecie to wielka frajda.

Touchscreeny poszerzają granice marketingu. Chyba o sukcesie App Store nie muszę wspominać. Ilość sprzedanych aplikacji, to w niektórych przypadkach liczby powyżej kilku milionów. Przekładając to na dolary, sprawa sama się wyjaśnia.

Sposób dostarczania, a co za tym idzie odbierania bodźców na urządzeniu z dotykowym wyświetlaczem jest zupełnie inny, niż na standardowych wyświetlaczach. Np.: Załóżmy, że odwiedzamy stronę sklepu Levis. Wybieramy spodnie, które chcemy kupić i oglądamy je z każdej strony, gdyż możemy za pomocą rysika albo palca obrócić je o 180°. Duże wyświetlacze dodatkowo potęgują efekt całej zabawy.

Droga rozwoju nowoczesnych technologii to wyzwanie dla marketingu, ale i jednocześnie nowy sposób docierania do klienta. Bardziej osobisty i skoncentrowany na potrzebach jednostkowych. Sądzę, że touchscreeny w dużym stopniu ułatwią wymianę informacji pomiędzy tymi dwoma podmiotami.

Nowoczesny marketing. Pepsi czy Coca-Cola?

Śledzenie, tego co dzieje się na serwisach społecznościowych opartych o Web 2.0, takich jak Blip, nie powinno dziwić już żadnego specjalistę od marketingu. Użytkownicy owych serwisów, to „żywa gotówka„, która tylko czeka aby wpłynąć na konta firm uczestniczących w rozmowach.

Tutaj muszę poruszyć ważną kwestię. Aby firma nie stała się ofiarą własnej zachłanności i nie skazała się na potępienie w oczach internautów, musi uczestniczyć w rozmowach. Nie może się im przysłuchiwać, nie może „gadać” za dużo, zwyczajnie, musi mieć swoje, marketingowe oczywiście, zdanie w prowadzonych dyskusjach. To bardzo ważna kwestia. Przeholujesz = spamujesz, a tego społeczności bardzo nie lubią.

Wychodzenie na przeciw oczekiwaniom klientów, w tak spersonalizowanych kanałach komunikacyjnych, jest o wiele bardziej skuteczne, gdy ze swoim przekazem docieramy do mniejszych grup, a stosujemy te działania na kilku serwisach, niż gdy na siłę staramy się upchnąć jakiś badziew, tam gdzie nikt tego nie potrzebuje. Mówmy o rzeczach konkretnych. Mniej, a dobrze, prawie zawsze znaczy lepiej, a na pewno znaczy tak w sieci.

Nowoczesny marketing oraz E-Commerce opierają się na zasadach selekcjonowania grup docelowych. Każda taka grupa cechuje się odrębnością, którą możemy poznać tylko dzięki „rozmowie”, chociażby takiej na Blipie, oraz poprzez konkretne działania metodologiczne opierające się na marketingu.

Bo gdybym ja miał sprzedać Tobie telefon, nie zapytałbym Cię o to, jakie funkcje musi on posiadać, ale zapytałbym o to, czy wolisz Pepsi, czy Coca-Cola?

Psychologia Internetu.

Co sprawia, że Internet stał się miejscem, w którym dzielimy się każdą cenną chwilą naszego życia i udostępniamy na swoich blogach, profilach w serwisach społecznościowych itp., „pełną informację” o samym sobie? Dlaczego jest to pełnowartościowa informacja jeszcze do tego wrócę.

Wydaje mi się, że to ład i porządek, który towarzyszy takim serwisom. Cóż takiego mam na myśli?

W dzisiejszym świecie, pełnym tempa i zabiegania, wiecznego dążenia do samorealizacji i spełniania wszystkich zachcianek i oczekiwań naszych szefów, znajomych, przyjaciół itd., destabilizujemy naszą umiejętność do organizacji i odpowiedniego zarządzania/planowania naszym czasem. W związku z tym nasza podświadomość zaczyna działać chaotycznie. Mamy nasze laptopy, telefony, kalendarze, organizery itp., które pamiętają o wszystkim za nas, ale wtenczas kontrolę nad nami przejmują maszyny. Tak bardzo obawialiśmy się A. I., a tu proszę, to co miało nastąpić, nie tylko już nastąpiło, ale i postępuje ciągle do przodu. Jednak nie o tym chciałem pisać.

Brakuje nam ładu i składu. Tutaj z pomocą przychodzi Internet i masa Web-u 2.0. Zacznę od…

Sprawdzenia poczty – nic, jak zawsze pełno spamu 😉 Teraz kolej na..

Blip – linijka pod linijką, krótko i treściwie, wszyscy widzą co piszę, mogę oczekiwać, że w każdej chwili, ktoś podzieli się ze mną swoim dniem, który jak zawsze do lekkich nie należał, taka ogólnopolska poradnia psychologiczna. Później czas na..

Fotka – ja i moje cudowne zdjęcia. Pewnie zaliczyłem kilka dziesiątek, o trafiła się jedna dziewiątka, ale kto by się tam przejmował. Jestem piękny/a, mam mnóstwo wirtualnych/realnych znajomych, prawie ze wszystkimi utrzymuję stały kontakt 😉 Tak tego mi trzeba było.

Nasza-Klasa – czas na pocztę, teraz już od naszych najbliższych przyjaciół, z którymi spędziliśmy czas, dzieląc z nimi szkolne ławy. Ale co to? List od „Fanatycy Dody 76„, ja nie pamiętam nikogo takiego w naszej klasie. Napiszę do Gienka, może on pamięta 😉

Jak to? Polityk pewnego ugrupowania, którego nazwy nie wymienię, gdyż było by to P.olitycznym I. S.połecznym 😉 nie taktem, znów wygłupił się w telewizji mówiąc o.. szkoda gadać lepiej to Wykopać.

Wykop – tak, te wszystkie informacje, którymi muszę się podzielić z moją społecznością.. wykop, wykop, wykop, wykop…

Mógłbym ciągnąć tę listę bardzo długo. Chodzi o to, że kiedy w życiu musimy się ciągle tłumaczyć, być wiecznie gotowi, tak do końca nie wiem na co, Internet ogranicza nas do kilku prostych kliknięć oraz do wystukiwania melodii, wklepywanych klawiszami naszych klawiatur (tak na marginesie => klawiatur – uwertur, uwertur – klawiatur 😉 ).

Dlaczego z kolei powinni się tym interesować nasi szefowie?

Bo w pracy nikt Ci nie podskoczy, ani nie powie Ci, że jesteś dupek! Chciałbyś, jako szef, o tym wiedzieć, zaloguj się na Blip. Nie wiem dlaczego ale wydaje mi się, że coraz częściej jest tak, iż więcej prawdy o sobie mówi nam to co robimy w Internecie. Wszystkie nasze ruchy są monitorowane i nikomu to nie przeszkadza, a w Polsce dalej ciągnie się klauzulę o ochronie danych osobowych. Jeśli ktoś na ulicy zapyta Cię o nr tel. raczej mu go nie podasz, ale na fotce, czy na naszej – klasie, to już co innego. Chcesz wiedzieć gdzie mieszka Agnieszka? Nie ma problemu, Google Maps Ci to powie.

Pokaż mi strony, na których masz swoje konta, a powiem Ci kim jesteś.

Po całym dniu, a później tygodniu zmagań uśmiechasz się sam do siebie na myśl: „ciekawe co dziś spotka mnie, w moim wirtualnym małym światku?” Relaks sam na sam przed komputerem ze świadomością, że tak naprawdę wcale nie jesteś sam daje Ci przewagę nad światem zewnętrznym. Poza tym wiesz, że zawsze masz możliwość wyboru, z którego świata w danej chwili chcesz korzystać.

Tak z całą pewnością Internet to jedno wielkie skupisko myśli, to jedna wielka bańka mydlana, która nie chce pęknąć, a z drugiej strony to dzień świstaka i życiopochłaniacz w jednym. MASAKRA.

Buzz blip marketing.

Słuchając nie dawno podcastu: Why We Twitter?, na stronie Marketing Online Live zaciekawiło mnie, gdy podczas rozmowy usłyszałem fragment historii związanej z Twitter, którą opisywał jeden z prowadzących.

Fragment podcastu dotyczący wpisu na twitter:

– „(…)Chyba już nigdy nie skorzystam z usług biura podróży Orbis!„.

po chwili odpowiedź:

– „Tu biuro podróży Orbis, w czym możemy Panu pomóc?(…)„.

I pomyślałem sobie, jak miło z ich strony. Firmy tak bardzo troszczą się o klienta, że zakładają konta na serwisach społecznościowych (takich jak: Twitter, Blip), aby mieć ciągły kontakt ze swoimi klientami i służyć im swoją pomocą w razie potrzeby. To bardzo spersonalizowana forma kontaktu. Drugi z autorów podcastu, tak przynajmniej mi się wydaje, był równie zaskoczony jak ja gdy jego kolega mu o tym opowiadał.

Wysnuty wniosek: firmowa strona to niewystarczające medium w dzisiejszej rzeczywistości wirtualnej. Komunikacja z klientami przenosi się na serwisy społecznościowe, na których firmy posiadają swoje profile, tak samo jak wszyscy użytkownicy, a rozmowa ma formę luźnej i potocznej gadki, a nie formalnej wymiany zdań, gdzie często klient stawał się petentem.

W jakim kierunku to zmierza? No na pewno w dobrym 🙂

Wyobraźmy sobie sytuację, w której jesteśmy, w mieście x i nagle potrzebujemy informacji o komunikacji miejskiej (to tylko przykład). Mamy ze sobą swoją komórkę, co robimy? Wysyłamy wiadomość tekstową na profil komunikacja miejska z zapytaniem: „o której jest najbliższy autobus z miejscowości x na dworzec główny miejscowości x„, a za chwilkę otrzymujemy info przesłane z profilu komunikacji miejskiej o odjazdach autobusów. Wiem, że możemy zrobić to samo odpalając Operę Mini i zwyczajnie skorzystać z wyszukiwarki, ale pewnie zajęło by nam to trochę więcej czasu. Poza tym, któż z Nas nie docenił by „pomocy” oferowanej za darmo.

Marketingowe podejście do serwisu Blip zawiera w sobie jeszcze jeden ważny aspekt. Prędkość rozprzestrzeniania się informacji. Z tego co ja się orientuję konto na Blip ma już Wykop, Sfora, TVN Warszawa, Dziennik Internautów i pewnie jeszcze wiele innych serwisów. To jest już coś, ale miło by było gdyby do tego grona dołączyły firmy np. telekomunikacyjne, turystyczne itd. Prosty, krótki i treściwy wpis wraz z linkiem dają gwarancję pewności, że dotrze on do grupy docelowej i nie tylko.

Blip w przyszłości może w Polsce wyznaczać standardy buzz marketingu, a przynajmniej ja odnoszę takie wrażenie. Zobaczymy jak będzie.